1. Strona główna
  2. Blog
  3. Feniksa i spółka w pociągu — z życia wzięte

Feniksa i spółka w pociągu — z życia wzięte

2026-11-04

Trójca miała odbyć podróż spokojną, cywilizowaną i bez większych zjawisk.

Tak przynajmniej brzmiał plan.

Feniksa od samego początku uważała, że to brzmi podejrzanie, bo „spokojna podróż” w jej obecności była pojęciem bardziej teoretycznym niż realnym.

Na peronie Wilczyca już miała minę pod tytułem: „Jeśli ktoś usiądzie za blisko, to przestanie wierzyć w przypadki”, a Sowa, jak to Sowa, sprawdziła numer wagonu, miejsca, czas przyjazdu, możliwe opóźnienie, prognozę pogody i prawdopodobieństwo, że ktoś będzie prowadził rozmowę na głośniku.

Pociąg wjechał z tym charakterystycznym stukotem, który Feniksa uznała za obiecujący.

— Lubię to — mruknęła z zachwytem. — Jest w tym coś romantycznego.

— W stukocie kół? — spytała Wilczyca.

— W podróży. W ruchu. W tym, że zaraz wszystko może się wydarzyć.

— O, właśnie tego się obawiam — odpowiedziała Sowa.

Weszły do wagonu.

Na początku było nawet dobrze. Cisza, trochę ludzi, względny porządek.

Feniksa szła między siedzeniami z miną kogoś, kto już czuje w kościach, że podróż chce ją zapamiętać.

I właśnie wtedy trafiły na drzwi między wagonami.

Drzwi nie chciały się otworzyć.

Feniksa stanęła przed nimi, zmarszczyła brwi i nacisnęła przycisk z godnością osoby, która uważa, że technologia powinna jednak współpracować z losem.

Nic.

— No pięknie — mruknęła Wilczyca. — Już cię nie lubią.

— To nie ją, tylko jej aurę — powiedziała Sowa. — Te drzwi po prostu wyczuły intensywność.

Feniksa wzięła spokojny oddech.

Drzwi puściły.

— Widzisz? — uśmiechnęła się triumfalnie. — Trzeba było z nimi porozmawiać.

— Tak, one wyglądają na bardzo komunikatywne — burknęła Wilczyca.

Przeszły dalej.

Drugie drzwi były gorsze.

Już przy pierwszym piknięciu zaczęły sprawiać wrażenie, że rozważają własne odejście z tego świata.

Feniksa nacisnęła przycisk raz. Potem drugi. Potem trzeci.

— One chyba się obraziły — powiedziała.

— Nie. One walczą o życie — poprawiła Sowa.

W końcu, po krótkim pojedynku godnościowym między człowiekiem a mechanizmem, drzwi ustąpiły z takim oporem, jakby właśnie wydziedziczały wagon numer siedem.

Usiadły.

I wtedy zaczęło się najlepsze.

Naprzeciw siedział człowiek z laptopem, obok pani z torbą pełną jedzenia, a dwa miejsca dalej dwoje współpasażerów rozpoczęło klasyczny rytuał narzekania zbiorowego.

— Działa u pana gniazdko z prądem? — zapytał pierwszy.

— Nie — odpowiedział drugi. — Wi-Fi też nie działa.

Feniksa siedziała nieruchomo, z twarzą niewinności absolutnej, podczas gdy jej telefon miał pełny zasięg, powerbank w plecaku i ten rodzaj spokoju, który mówił: „Świat płonie, ale ja mam 87% baterii”.

Wilczyca zerknęła na nią bokiem.

— Nawet nie myśl.

— O czym? — spytała z miną świętej.

— O tym, że to ty.

— Ja nic nie zrobiłam.

— Właśnie to jest najbardziej podejrzane — wtrąciła Sowa.

Współpasażerowie rozkręcali się coraz bardziej.

— To jakiś dramat, człowiek płaci za bilet i nawet prądu nie ma.

— No przecież to jest niemożliwe, XXI wiek!

— W pociągach kiedyś to przynajmniej okna się otwierały…

Feniksa siedziała i chichrała się pod nosem.

— Nie śmiej się tak, bo cię wskażą palcem — syknęła Wilczyca.

— Ale to nie moja wina, że jestem przygotowana.

— Nie. Twoją winą jest to, że wyglądasz, jakbyś coś o tym wiedziała — odparła Sowa.

I dokładnie wtedy przyszedł konduktor.

Z tą spokojną, urzędową powagą oznajmił całemu wagonowi:

— Szanowni państwo, informuję, że z przyczyn technicznych nie ma prądu w całym wagonie.

Zapadła cisza.

Feniksa odwróciła głowę do okna i zaczęła udawać, że bardzo interesuje ją widok drzew.

Wilczyca wbiła pazury w siedzenie.

Sowa zamknęła oczy.

— Nie patrzcie na mnie — wyszeptała Feniksa.

— Nikt nic nie mówi — odpowiedziała Wilczyca.

— Ale myślicie.

— Owszem — odparła Sowa. — I wszystkie te myśli mają wspólny temat.

Naprzeciwko pan z laptopem spojrzał na Feniksę, potem na jej świecący ekran telefonu, a następnie na powerbank.

— Pani działa?

Feniksa uśmiechnęła się łagodnie.

— Mnie? Tak, ale ja… hm… wzięłam ze sobą własne zasoby.

— Własne zasoby? — powtórzyła Wilczyca. — Brzmi, jakbyś planowała upadek infrastruktury.

— Nie planowałam. Po prostu jestem człowiekiem przezornym.

— Ty nie jesteś przezorna — powiedziała Sowa. — Ty jesteś chodzącym zbiegiem okoliczności o podwyższonym stopniu widowiskowości.

Pociąg jechał dalej, stukot kół był coraz bardziej hipnotyczny, ludzie mruczeli o standardach, konduktor co jakiś czas przechodził z miną, która sugerowała, że on też ma dość tej opowieści, a Feniksa siedziała z tym swoim niebezpiecznie niewinnym błyskiem w oku.

W końcu pani z torbą jedzeniową nie wytrzymała.

— A pani tak się śmieje, jakby wiedziała, czemu to wszystko padło.

Feniksa spojrzała na nią z pełnym wdziękiem.

— Nie wiem, proszę pani. Ale powiedzmy, że… nie jestem zaskoczona.

Wilczyca parsknęła tak nagle, że aż ktoś dwa rzędy dalej odwrócił głowę.

Sowa westchnęła.

— I właśnie dlatego nie wolno was wypuszczać w trasę bez nadzoru.

Kiedy dojechały do stacji, wagon wyglądał jak pole bitwy między rozładowanymi urządzeniami a urażoną godnością pasażerów.

Feniksa wysiadła pierwsza, rozprostowała ramiona i spojrzała na niebo tak, jakby właśnie wróciła z heroicznej misji.

— To była dobra podróż.

— To była podróż z incydentem — poprawiła Wilczyca.

— To była podróż, po której ktoś z PKP może zacząć wierzyć w zjawiska nadprzyrodzone — dodała Sowa.

Feniksa zarzuciła na ramię plecak, w którym oczywiście nadal dumnie spoczywał powerbank.

— Ale przyznajcie, było zabawnie.

Wilczyca spojrzała na nią długo.

Sowa poprawiła niewidzialne okulary.

A potem obie odpowiedziały jednocześnie:

— Niestety tak.

I tylko gdzieś daleko, w wagonie numer siedem, martwe gniazdko mrugnęło ostatkiem sił, jakby chciało powiedzieć:

„Ja też ją zapamiętam”.


Na blogu..

Może zainteresują Cię też inne wpisy.