1. Strona główna
  2. Blog
  3. Feniksa i spółka w sklepie ezoterycznym — po jedną świeczkę… oczywiście!

Feniksa i spółka w sklepie ezoterycznym — po jedną świeczkę… oczywiście!

2026-11-04

1. Wejście

Nad drzwiami zadzwonił dzwoneczek tak delikatnie, jakby sam nie był pewien, czy chce je wpuszczać.

— Ooo… czujecie to? — zapytała Feniksa.

— Tak — odpowiedziała Wilczyca. — Pachnie kadzidłem, drewnem sandałowym i potencjalnym wydatkiem.

— Pachnie miejscem, do którego przyszłyśmy po jedną świeczkę, a wyjdziemy z torbą przeznaczenia — stwierdziła Sowa.

Za ladą stała właścicielka sklepu. Miała na imię Lucyna, ale wyglądała jak ktoś, kto o trzeciej nad ranem rozmawia z kryształami i dostaje odpowiedzi.

— W czym mogę pomóc? — zapytała, mrużąc oczy.

— W jednej świeczce — powiedziała Feniksa.

— Jednej — podkreśliła Wilczyca.

— Proszę nie dać się zwieść jej tonowi zachwytu. Naprawdę miała być jedna — dodała Sowa.

Lucyna spojrzała na Feniksę, potem na półkę ze świecami, a następnie dyskretnie na gaśnicę.

2. Dział świec

Były tam:

  • świece ochronne,
  • świece na miłość,
  • świece na spokój,
  • świece na dostatek,
  • świece na odcięcie,
  • świece na pełnię,
  • świece na nowy początek,
  • i jedna podejrzanie droga świeca „na wszystko”.

— A po co nam jedna, skoro mogą być trzy? — zapytała Feniksa.

— Po to, żebyśmy wyszły stąd z godnością — odpowiedziała Wilczyca.

— I budżetem — dorzuciła Sowa.

Feniksa wzięła czarną.

— Ta jest piękna.

Wilczyca wzięła białą.

— Ta jest konkretna.

Sowa wzięła granatową.

— Ta nie krzyczy, a robi robotę.

Lucyna z daleka skinęła głową jak kapłanka zatwierdzająca wybór wojowników przed wyprawą.

3. Pierwsza pokusa

Na następnej półce leżały kamienie.

— Ooo… ametyst! — zachwyciła się Feniksa.

— Nie — powiedziała Wilczyca.

— To nawet nie była świeczka, tylko pułapka w odcieniu fioletu — zauważyła Sowa.

Feniksa już trzymała ametyst przy policzku.

— Jest zimny i mądry.

— Jest drogi i ciężki — syknęła Wilczyca.

Lucyna podeszła z niepokojącym spokojem.

— Ten wzmacnia intuicję.

— Proszę nie dolewać oliwy do mojego problemu — powiedziała Sowa.

— Ja nie mam problemu — zaprotestowała Feniksa.

— Masz. Nazywa się „ooo, jakie ładne” — odparła Wilczyca.

4. Kadzidła

Potem odkryły dział kadzideł.

Paczuli. Biała szałwia. Drzewo sandałowe. Jałowiec. Smocza krew.

— Smocza krew brzmi jak coś dla mnie — stwierdziła Feniksa.

— Brzmi jak coś, po czym sąsiedzi zadzwonią z pytaniem, czy odprawiasz egzorcyzm, czy gotujesz obiad — odpowiedziała Wilczyca.

— Bierzemy jedno. Jedno. Jedno. Proszę mnie słuchać, bo inaczej wracamy tu z taczką — ostrzegła Sowa.

Lucyna już nawet nie pytała.

Tylko powoli odsunęła z lady świeczkę z suszonymi płatkami róży, jakby przeczuwała, że Feniksa mogłaby uznać ją za „niezbędną”.

5. Kryzys przy olejkach

Na małym stoliku stały olejki.

Lawenda. Cedr. Róża. Ylang-ylang. Jakieś tajemnicze „Brama Duszy”.

— Kto nazywa olejek „Brama Duszy” i oczekuje, że człowiek przejdzie obok spokojnie?! — oburzyła się Feniksa.

— Człowiek może. Ty nie — odparła Wilczyca.

— Nie wąchaj wszystkiego naraz. Ostatnio po takim ruchu twierdziłaś, że „ściany mają aurę” — przypomniała Sowa.

Feniksa już odkręcała buteleczkę.

— O matko…

— Co? — zapytały jednocześnie Wilczyca i Sowa.

— Pachnie jak sen, który pamiętasz przez trzy dni i nie wiesz, czy chcesz do niego wrócić.

Lucyna westchnęła cicho, jak ktoś, kto właśnie zobaczył koniec prostych zakupów.

6. Straż pożarna

I wtedy to się stało.

Feniksa pochyliła się nad półką ze świecami intencyjnymi i całkiem niewinnie powiedziała:

— Ciekawe, która z nich pali się najjaśniej…

W tej samej chwili jedna z lampek dekoracyjnych przy witrynie mrugnęła, potem druga, a gdzieś z tyłu sklepu rozległo się subtelne pyk.

Wilczyca powoli odwróciła głowę.

— Powiedz, że to nie ty.

— Ja tylko zapytałam — odparła Feniksa.

— W twoim przypadku pytanie jest już fazą wstępną zjawiska — zauważyła Sowa.

Lucyna sięgnęła pod ladę, nacisnęła przycisk i zza rogu sklepu dobiegł dźwięk krótkofalówki.

— Stefan? Tak, na razie tylko migają.

— Kto to Stefan? — zapytała Feniksa.

— Strażak — odpowiedziała Lucyna.

— Oczywiście — mruknęła Wilczyca.

— Mówiłam, że oni nie stoją tu przypadkiem. To jest sklep wysokiego ryzyka metafizycznego — skwitowała Sowa.

Po dwóch minutach za szybą faktycznie pojawił się mężczyzna w mundurze, oparty o wóz strażacki, z miną człowieka, który już kiedyś przeżył klientkę wybierającą „świecę przemiany” zbyt emocjonalnie.

— Wszystko pod kontrolą? — zapytał Stefan.

— Na razie tak. Jeszcze nic nie zajęło się fizycznie — odpowiedziała Lucyna.

Feniksa spojrzała niewinnie w bok.

— „Jeszcze” brzmi budująco — zauważyła Wilczyca.

— To jest dokładnie ten moment, w którym kupujemy świeczkę i wychodzimy, zanim przejdziemy z działu ezoterycznego do kroniki pożarniczej — oznajmiła Sowa.

7. Wielki wybór

Po długiej debacie zostały trzy świece:

  • biała „na oczyszczenie”,
  • granatowa „na spokój i widzenie”,
  • czarna „na odcięcie i ochronę”.

— Wszystkie są potrzebne — stwierdziła Feniksa.

— Nie — powiedziała Wilczyca.

— Tak — oznajmiła Sowa.

Zapadła cisza.

Wilczyca spojrzała na Sowę.

— Przepraszam, co?

Sowa poprawiła swój niewidzialny autorytet.

— Wszystkie trzy. Bo jedna domyka, druga uspokaja, trzecia przywraca jasność. A jeśli już mamy wyjść z twarzą, to nie z jedną świeczką i poczuciem niedosytu.

Feniksa rozpromieniła się tak mocno, że Stefan odruchowo poprawił chwyt na gaśnicy.

8. Przy kasie

Lucyna kasowała świece powoli, jakby odprawiała rytuał przejścia.

— Czy coś jeszcze?

— Nie — odpowiedziała Wilczyca.

— Może tylko… — zaczęła Feniksa.

— Nie — przerwała Sowa.

Lucyna się uśmiechnęła.

— Rozumiem.

I wtedy spod lady wyjęła mały gratis: zapałki z napisem:

„Nie każda iskra chce być pożarem”.

Feniksa wzięła je z zachwytem.

— To jest znak.

— To jest ostrzeżenie — poprawiła Wilczyca.

— I bardzo trafne — dodała Sowa.

9. Wyjście

Kiedy wychodziły, Stefan skinął im głową.

— Bezpiecznego wieczoru.

— Dziękujemy, nie planujemy nic dużego — zapewniła Feniksa.

— Kłamstwo — rzuciła Wilczyca.

— Ale nie na tyle duże, żeby angażować państwowy sprzęt — dodała Sowa.

Za ich plecami Lucyna odetchnęła, zgasiła jedną migającą lampkę i mruknęła do siebie:

— Dobrze, że nie weszły do działu luster.

10. Morał

Pod domem Feniksa wyciągnęła torbę i spojrzała na trzy świece jak na trofea z wyprawy.

— Czyli jednak nie jedna.

— Nigdy nie była jedna — powiedziała Sowa.

Wilczyca pokręciła głową.

— A ja tylko przypomnę, że przyszłyśmy po świeczkę, a wyszłyśmy z pakietem żywiołów i nadzorem straży pożarnej.

Feniksa uśmiechnęła się szeroko.

— Ale było warto.

Sowa spojrzała na nią z cichą pobłażliwością.

— Prawda.

A gdzieś za rogiem Stefan mówił już przez krótkofalówkę:

— Fałszywy alarm. Klientka tylko poczuła „potężny rezonans” przy półce czarnych świec.


Na blogu..

Może zainteresują Cię też inne wpisy.