- Strona główna
- Blog
- Feniksa i spółka w sklepie ezoterycznym — po jedną świeczkę… oczywiście!
Feniksa i spółka w sklepie ezoterycznym — po jedną świeczkę… oczywiście!

1. Wejście
Nad drzwiami zadzwonił dzwoneczek tak delikatnie, jakby sam nie był pewien, czy chce je wpuszczać.
— Ooo… czujecie to? — zapytała Feniksa.
— Tak — odpowiedziała Wilczyca. — Pachnie kadzidłem, drewnem sandałowym i potencjalnym wydatkiem.
— Pachnie miejscem, do którego przyszłyśmy po jedną świeczkę, a wyjdziemy z torbą przeznaczenia — stwierdziła Sowa.
Za ladą stała właścicielka sklepu. Miała na imię Lucyna, ale wyglądała jak ktoś, kto o trzeciej nad ranem rozmawia z kryształami i dostaje odpowiedzi.
— W czym mogę pomóc? — zapytała, mrużąc oczy.
— W jednej świeczce — powiedziała Feniksa.
— Jednej — podkreśliła Wilczyca.
— Proszę nie dać się zwieść jej tonowi zachwytu. Naprawdę miała być jedna — dodała Sowa.
Lucyna spojrzała na Feniksę, potem na półkę ze świecami, a następnie dyskretnie na gaśnicę.
2. Dział świec
Były tam:
- świece ochronne,
- świece na miłość,
- świece na spokój,
- świece na dostatek,
- świece na odcięcie,
- świece na pełnię,
- świece na nowy początek,
- i jedna podejrzanie droga świeca „na wszystko”.
— A po co nam jedna, skoro mogą być trzy? — zapytała Feniksa.
— Po to, żebyśmy wyszły stąd z godnością — odpowiedziała Wilczyca.
— I budżetem — dorzuciła Sowa.
Feniksa wzięła czarną.
— Ta jest piękna.
Wilczyca wzięła białą.
— Ta jest konkretna.
Sowa wzięła granatową.
— Ta nie krzyczy, a robi robotę.
Lucyna z daleka skinęła głową jak kapłanka zatwierdzająca wybór wojowników przed wyprawą.
3. Pierwsza pokusa
Na następnej półce leżały kamienie.
— Ooo… ametyst! — zachwyciła się Feniksa.
— Nie — powiedziała Wilczyca.
— To nawet nie była świeczka, tylko pułapka w odcieniu fioletu — zauważyła Sowa.
Feniksa już trzymała ametyst przy policzku.
— Jest zimny i mądry.
— Jest drogi i ciężki — syknęła Wilczyca.
Lucyna podeszła z niepokojącym spokojem.
— Ten wzmacnia intuicję.
— Proszę nie dolewać oliwy do mojego problemu — powiedziała Sowa.
— Ja nie mam problemu — zaprotestowała Feniksa.
— Masz. Nazywa się „ooo, jakie ładne” — odparła Wilczyca.
4. Kadzidła
Potem odkryły dział kadzideł.
Paczuli. Biała szałwia. Drzewo sandałowe. Jałowiec. Smocza krew.
— Smocza krew brzmi jak coś dla mnie — stwierdziła Feniksa.
— Brzmi jak coś, po czym sąsiedzi zadzwonią z pytaniem, czy odprawiasz egzorcyzm, czy gotujesz obiad — odpowiedziała Wilczyca.
— Bierzemy jedno. Jedno. Jedno. Proszę mnie słuchać, bo inaczej wracamy tu z taczką — ostrzegła Sowa.
Lucyna już nawet nie pytała.
Tylko powoli odsunęła z lady świeczkę z suszonymi płatkami róży, jakby przeczuwała, że Feniksa mogłaby uznać ją za „niezbędną”.
5. Kryzys przy olejkach
Na małym stoliku stały olejki.
Lawenda. Cedr. Róża. Ylang-ylang. Jakieś tajemnicze „Brama Duszy”.
— Kto nazywa olejek „Brama Duszy” i oczekuje, że człowiek przejdzie obok spokojnie?! — oburzyła się Feniksa.
— Człowiek może. Ty nie — odparła Wilczyca.
— Nie wąchaj wszystkiego naraz. Ostatnio po takim ruchu twierdziłaś, że „ściany mają aurę” — przypomniała Sowa.
Feniksa już odkręcała buteleczkę.
— O matko…
— Co? — zapytały jednocześnie Wilczyca i Sowa.
— Pachnie jak sen, który pamiętasz przez trzy dni i nie wiesz, czy chcesz do niego wrócić.
Lucyna westchnęła cicho, jak ktoś, kto właśnie zobaczył koniec prostych zakupów.
6. Straż pożarna
I wtedy to się stało.
Feniksa pochyliła się nad półką ze świecami intencyjnymi i całkiem niewinnie powiedziała:
— Ciekawe, która z nich pali się najjaśniej…
W tej samej chwili jedna z lampek dekoracyjnych przy witrynie mrugnęła, potem druga, a gdzieś z tyłu sklepu rozległo się subtelne pyk.
Wilczyca powoli odwróciła głowę.
— Powiedz, że to nie ty.
— Ja tylko zapytałam — odparła Feniksa.
— W twoim przypadku pytanie jest już fazą wstępną zjawiska — zauważyła Sowa.
Lucyna sięgnęła pod ladę, nacisnęła przycisk i zza rogu sklepu dobiegł dźwięk krótkofalówki.
— Stefan? Tak, na razie tylko migają.
— Kto to Stefan? — zapytała Feniksa.
— Strażak — odpowiedziała Lucyna.
— Oczywiście — mruknęła Wilczyca.
— Mówiłam, że oni nie stoją tu przypadkiem. To jest sklep wysokiego ryzyka metafizycznego — skwitowała Sowa.
Po dwóch minutach za szybą faktycznie pojawił się mężczyzna w mundurze, oparty o wóz strażacki, z miną człowieka, który już kiedyś przeżył klientkę wybierającą „świecę przemiany” zbyt emocjonalnie.
— Wszystko pod kontrolą? — zapytał Stefan.
— Na razie tak. Jeszcze nic nie zajęło się fizycznie — odpowiedziała Lucyna.
Feniksa spojrzała niewinnie w bok.
— „Jeszcze” brzmi budująco — zauważyła Wilczyca.
— To jest dokładnie ten moment, w którym kupujemy świeczkę i wychodzimy, zanim przejdziemy z działu ezoterycznego do kroniki pożarniczej — oznajmiła Sowa.
7. Wielki wybór
Po długiej debacie zostały trzy świece:
- biała „na oczyszczenie”,
- granatowa „na spokój i widzenie”,
- czarna „na odcięcie i ochronę”.
— Wszystkie są potrzebne — stwierdziła Feniksa.
— Nie — powiedziała Wilczyca.
— Tak — oznajmiła Sowa.
Zapadła cisza.
Wilczyca spojrzała na Sowę.
— Przepraszam, co?
Sowa poprawiła swój niewidzialny autorytet.
— Wszystkie trzy. Bo jedna domyka, druga uspokaja, trzecia przywraca jasność. A jeśli już mamy wyjść z twarzą, to nie z jedną świeczką i poczuciem niedosytu.
Feniksa rozpromieniła się tak mocno, że Stefan odruchowo poprawił chwyt na gaśnicy.
8. Przy kasie
Lucyna kasowała świece powoli, jakby odprawiała rytuał przejścia.
— Czy coś jeszcze?
— Nie — odpowiedziała Wilczyca.
— Może tylko… — zaczęła Feniksa.
— Nie — przerwała Sowa.
Lucyna się uśmiechnęła.
— Rozumiem.
I wtedy spod lady wyjęła mały gratis: zapałki z napisem:
„Nie każda iskra chce być pożarem”.
Feniksa wzięła je z zachwytem.
— To jest znak.
— To jest ostrzeżenie — poprawiła Wilczyca.
— I bardzo trafne — dodała Sowa.
9. Wyjście
Kiedy wychodziły, Stefan skinął im głową.
— Bezpiecznego wieczoru.
— Dziękujemy, nie planujemy nic dużego — zapewniła Feniksa.
— Kłamstwo — rzuciła Wilczyca.
— Ale nie na tyle duże, żeby angażować państwowy sprzęt — dodała Sowa.
Za ich plecami Lucyna odetchnęła, zgasiła jedną migającą lampkę i mruknęła do siebie:
— Dobrze, że nie weszły do działu luster.
10. Morał
Pod domem Feniksa wyciągnęła torbę i spojrzała na trzy świece jak na trofea z wyprawy.
— Czyli jednak nie jedna.
— Nigdy nie była jedna — powiedziała Sowa.
Wilczyca pokręciła głową.
— A ja tylko przypomnę, że przyszłyśmy po świeczkę, a wyszłyśmy z pakietem żywiołów i nadzorem straży pożarnej.
Feniksa uśmiechnęła się szeroko.
— Ale było warto.
Sowa spojrzała na nią z cichą pobłażliwością.
— Prawda.
A gdzieś za rogiem Stefan mówił już przez krótkofalówkę:
— Fałszywy alarm. Klientka tylko poczuła „potężny rezonans” przy półce czarnych świec.








